• Wpisów:82
  • Średnio co: 32 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 14:00
  • Licznik odwiedzin:49 531 / 2661 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Niniejszym ogłaszam, ze przeprowadzm się do Lalkarni, na blogspota:

lalkiplusmisie.blogspot.com

Pinger zwyczajnie nie pozwala mi od jakiegoś czasu na tworzenie obszernych postów i ogólnie zrobił się BE. Wciąż jednak pozostanę na pingerze, aby podglądać i komentować
 

 
Z góry przepraszam, ale pinger wrzuca mi zdjęcia poziomo.



Od przyszłego tygodnia z pełną parą wracam do lalkowania Wszystkie ważniejsze sprawy zostały pozałatwiane, dziwne historie pozamykane, a przede mną 3 miesiące niezmąconego niczym (mam nadzieję) spokoju, czyli dłubania i odlewania.

Nazbierało mi się nowych panienek i panów od groma. Będę je tutaj wrzucać, a w międzyczasie skończę wszystkie pozaczynane przeze mnie projekty lalkowe.

W tym celu potrzebuję Waszej pomocy.

Po pierwsze, od dawna poszukuję rączek do bobasa wysokości 50 cm:

Biedactwo jest z papier mache, ale rączki wcale nie muszą być z tego samego materiału. Byle by nie były plastikowe. Niestety, rzadko kiedy ktoś sprzedaje same rączki, ale może ktoś ma w domu bobasa na części?

Druga sprawa to ta lalka:





Czy ktoś ją rozpoznaje? Ma 45 cm, dłonie różnego kształtu, bardzo realistyczne płaskie stopy w koronkowych pończochach, a w plecach pozytywkę z melodią "Twinkle, twinkle little star". Biorąc pod uwagę, że to kołysanka, a lalka ma napis na karku "special moments", podejrzewam, że ma coś wspólnego z macierzyństwem, a w łapkach mogła mieć niemowlę, bo jedna z dłoni jakby podtrzymywała główkę. Na głowie ma resztki blond włosów. Chciałabym ją odtworzyć według tego czym jest, ale niestety nie znalazła żadnej informacji an temat czegokolwiek pod hasłem "special moments".

Jakieś pomysły?
  • awatar sinestro: @Moja basseciarnia: Dziękuję!
  • awatar Moja basseciarnia: http://anyandallauctions.com/lot-848.aspx W aukcji nie ma wzmianki o pozytywce, ale lalka według mnie bardzo podobna.
  • awatar sinestro: @Mngwa: Dzięki! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Przy okazji przedostatniego posta zainteresowałam się tematem techniki tworzenia lalek poprzez pokrywanie woskiem porcelany (podkreślam, że porcelany, a nie biskwitu). Okazuje się, że woskiem można pokrywać także masę papierową czy nawet masy typu FIMO.

Należy zauważyć, że lalka pokryta woskiem to nie to samo, co lalka z wosku. Pokrywanie porcelanowych buziek woskiem to stosunkowo nowa moda w lalkarstwie i chwała temu, kto to wymyślił (wcześniej zdarzało się tylko pokrywanie masy papierowej). Cały ten zabieg ma na celu jedno: lalka przy odpowiednio przemyślanym kształcie buzi wygląda, jakby miała na sobie lekko przezroczystą, trochę spoconą ludzką skórę:










lalki Edny Dali:





Co do tych lalek pojawia się natomiast jeden problem – ponieważ są stosunkowo nowe, nikt tak naprawdę nie wie, czego się można po nich spodziewać za np. 20 lat. Wosk, choćby był nie wiem jak cudowny i miał kosmicznie dobrą jakość, od każdego niemal czynnika zewnętrznego żółknie, czernieje, kruszy się itp. O działaniu ciepła nie wspomnę. Takie lalki najlepiej więc trzymać w słoiku albo w sejfie

Co do lalek całkowicie woskowych…

Na pewno nie raz spotkaliście się z opinią któregoś ze znajomych, że „ładne te twoje lalki, ale ja bym nie mógł trzymać tego w domu, bo są upiorne”. Cóż, jeśli ktoś uznaje starego celuloida z ząbkami za mocno niepokojący, to nie widział lalki z wosku!

No bo wyobraźcie sobie, że na półce stoi takie coś i się na Was patrzy:



na marginesie, upiorek powyżej ma przedstawiać Jezuska...)

Chyba każdy dostałby fioła, szczególnie, że starsze woskowe lalki, te zżółknięte, mają cerę nieboszczyka prosto z trumny (są podobne, bo ludzkie ciało w zimnych warunkach ulega właśnie zwoskowieniu…). Poniżej przykłady woskowych staruszek, które były narażone na działanie słońca i ciepła:











Lalki woskowe pojawiły się już pod koniec roku 1700 i były szalenie popularne, bo wosk jako tworzywo jest tani, powszechnie dostępny, sprawnie się wytapia i nie trzeba go wypalać. No i przede wszystkim woskowa lalka przy upadku nie rozpryśnie się na wszelkie strony, a ułamaną rączkę łatwo przytopić z powrotem i nie będzie nawet śladu. Wykonywano je na trzy sposoby: odlew z wosku, natapianie wosku na papier mache lub rzadziej kompozyt oraz na trzeci sposób, którego nazwa jest nieprzetłumaczalna, a polega mniej więcej la wciskaniu lalki w woskową powłokę, czyli coś jak ta druga metoda. Obecnie paru artystów lalkowych wciąż pracuje z woskiem, np Hildegard Gunzel, Edna Dali czy Susan Krey, ale to już są bardziej nowoczesne wariacje na temat starych metod (i chwała im za to!). Natomiast całe lalki z wosku wciąż wykonuje lalkarnia Crees & Coe, głównie są to lalki-aktorzy lub postacie z popkultury:
lalka Liberace - był Polakiem! A w tle Elisabeth Taylor w roli poskromionej złośnicy
lalka Scarlett



Tak jak większość lalek, te woskowe najpierw były robione na potrzeby kościelne (w muzeum karpackim można obejrzeć unikalny zbiór woskowych aniołów ze złoconymi skrzydłami), a potem jako mini-manekiny do prezentacji mody. Królowa Wiktoria zamawiała je dla swoich dzieci w ilościach hurtowych. Utrzymały się aż do ok. 1900 roku, kiedy to lalkarnia Lafitte-Desirat zaprzestała ich produkcji. Przykłądy lalek Lafitte-Desirat:









Lalka jednej córek królowej Wiktorii, wosk na masie papierowej, rok 1845-1850

Co najbardziej interesujące, dopiero przy woskowych lalkach zaczęto robić lalki przedstawiające bobasy!

Oczywiście biskwit wyparł wosk sekund-pięć, chociaż na początku zostawiano lalkom woskowe główki. Makijaże na biskwicie w końcu nie zmazują się tak łatwo, a sam materiał względnie nie zmienia swoich właściwości chemiczno-fizycznych. Dlatego właśnie woskowe lalki na aukcjach, które zachowały własny makijaż albo niezmieniony kolor, osiągają ceny z kosmosu. No i niestety, obecnie restauracja lalki woskowej równa się jej unicestwieniu. Problematyczna jest także identyfikacja, gdyż z powodu trudności w sygnowaniu wosku lalki te miały oznaczenia tylko na załączonym papierku, dlatego też początkowi lalkarze pracujący w wosku zaginęli w historii na dobre.

Jeszcze przykłady religijnych lalek woskowych:







Cindy McClure:

A tak to mniej więcej wygląda pod spodem:


Ale długi wpis wyszedł
  • awatar Gość: Ależ ciekawy post! Do tej pory wiedziałam, że były kiedyś lalki z wosku... i tyle. Teraz mnie oświeciłaś. :)
  • awatar sinestro: @selene13: O to ja nie mogę się doczekać na Twój wpis z Madonną! Na stronie tej autorki są zdjęcia Madonny zarówno woskowej jak i całej z porcelany. Musisz sprawdzić, którą kupiłaś (ta porcelanowa to taka http://shopstak.com/i/cindy-mcclure-the-madonna-and-child-porcelain-fashion-doll-by-ashton-drake/B004EG4RCI).
  • awatar selene13: Bardzo interesujący wpis. Trochę zaniepokoiła mnie Madonna Cindy McClure, bo w najbliższych dniach oczekuję przesyłki właśnie z Madonna tej artystki. Moja jest co prawda inna, ale na zdjęciach z aukcji ma ten woskowy połysk.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Już od ponad tygodnia próbuję dodać post o lalkach z wosku i NIC. Pinger wrzuca mi posty tylko takie bez zdjęć i krótkie. Nie mam pojęcia, o co chodzi.

Proszę o cierpliwość, a w międzyczasie zapraszam na mojego nowego bloga:
http://siedemzycbarbie.blogspot.com/

 

 
Okazuje się, że zdaniem bardzo sumiennych i niezwykle podejrzliwych ludzi pracujących w Urzędzie (tym najbardziej przez ludzi ulubionym)wystawianie średnio co miesiąc lalek w stanie bardziej lub mnie trupim to nielegalna, ukryta działalność gospodarcza, działająca w "szarej strefie". Mało że człowiekowi napsują krwi to jeszcze zablokują konto na allu "na czas postępowania wyjaśniającego" i tak zostawią! Kij z tym, że do 1000 zł za jednorazową aukcję nie trzeba wysyłać PIT-u za czynności cywilnoprawne.

Bo nie wiem czy wiecie, kochani, allegro udostępniło Urzędowi dane wszystkich kontrahentów z ostatnich 5 lat i wszyscy, powtarzam WSZYSCY są oglądani i obliczani.

Przestrzegam więc, przystopujcie trochę z wystawianiem swoich okazów z kolekcji, bo jeszcze się okaże, że robicie interesy na czarnym rynku lalek...
  • awatar sinestro: @fabulosita: Wszystko jest ok dopóki nie sprzedasz nic za więcej jak 1000 zł i nie robisz tego b. często. I tak, żyję! :D A od przyszłego tygodnia startuję z nowymi postami i nowym blogiem o Barbie!
  • awatar Kreatywna wśród lalek i skarbów z lamusa: Ja już nie wiem czy śmiać się czy płakać...żyjąc w takim kraju bycie patriotą jest nie lada wyzwaniem :/
  • awatar Gość: Bardzo Ci współczuję! w tym kraju to już człowiek nic bez inwigilacji zrobić nie może
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Światowa kariera zabawek niemal od samych początków szła pod ramię z szybko ewoluującą modą. Dziś owe zjawisko największy odgłos znajduje w tzw. fashion dolls, m.in. Barbie czy Tonner, które rozpychają się na półkach kolekcjonerów w ciuszkach od Gucciego, Valentino czy Boba Mackie. Co prawda w modzie królują lalki, ale misiom także zdarza się wdziać coś szałowego.

Zdarza się, że lalka zastępuje żywą modelkę. W dawnych czasach, gdy drukowanie kolorowych katalogów ze strojami było równie realne co życie na Marsie, modystki ubierały w miniaturki kreacji właśnie lalki, które miały o wiele lepsze walory reklamowe niż drewniany manekin. Poza tym, łatwiej je było przenieść i wystarczyło uszyć miniaturkę kiecki, a nie całe ubranie.
Przykłady:

zdjęcie z National Museum of Play


woskowa modelka z salonu sukien ślubnych, rok ok. 1880. Tak na marginesie, mam deja vu, bo tapeta i obrazek w tle zdjęcia jest IDENTYCZNY jak w sypialni mojej mamy

a to pani od Diora ubrana w reprodukcję stroju Diora z roku ok. 1880, podarowana w roku 1949 Ameryce od Francji w podziękowaniu za jakieś dotacje na transakcje handlowe czy coś w tym stylu, The Metropolitan Museum of Art


lalka ubrana w strój z roku 1755 autorstwa A. Reichert, inspirowana powieścią "Manon Lescaut", prawdopodobnie prototyp kostiumu scenicznego, The Metropolitan Museum of Art


1863 r. (reprodukcja stroju), Jane Blanchot i Jean Clement, kolejny prezent od Francji dla Ameryki

1832 r. Marcelle Dormoy

reprodukcja stroju zaprojektowanego do sztuki "Les Adieux" Jean-Michel Moreau le Jeune w roku 1774, wykonana przez Jean Desses, kolejny prezent od Francji


O tym, że zabawki to istna wylęgarnia inspiracji i możliwości, wiadomo nie od dziś, dlatego świat mody i dzisiaj sięga do tej tematyki w sesjach zdjęciowych i pokazach mody (patrz wpisy http://sinestro.pinger.pl/m/12190036 albo http://sinestro.pinger.pl/m/12432090).
W grudni u2012 roku w rosyjskim Vogue ukazała się sesja fotograficzna znanego fotografa mody - Danil Golovkin (nie wiem jak się poprawnie odmienia to nazwisko).




lalka z tego zdjęcia to Roszpunka autorstwa Hildegrarg Gunzel,podobno inspirowana obrazem Claire Keane




Jesli ktoś się zastanawia, jakim cudem lalka wygląda aż tak realistycznie, to podpowiadam, że jej ciało jest z wosku nałożonego na porcelanową bazę. Genialne.
















Cieszę się, że autor stylizacji sięgnął nie tylko po lalki, ale też po inne zabawki. Jakkolwiek stylizacje są świetne, tak przeraża mnie bezmózgi wyraz twarzy modelki (bo to wszędzie ta sama). Zakładam, że miała udawać dzieci bawiące się zabawkami (tak sugeruje np. zdjęcie z domkiem albo papierową laleczką), a ona wygląda, jakby sama była lalką z watą w głowie. Już sama Roszpunka oddaje więcej emocji.

Ale może jak zwykle się czepiam Chcę więcej zabawek w czasopismach!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Korzystając z pierwszego od dawna prawdziwie słonecznego dnia (przynajmniej w Poznaniu), świeżo po seansie "Snu Nocy Letniej" z czarującą Michelle Pfeiffer w roli grymaśnej królowej elfów


chwyciłam Aurorę i kilka brzdąców i poleciałam na
osiedlowy klomb pstrykać zdjęcia:












Zostałam zwyzywana przez panią z administracji osiedla, ale nic to

W roli elfików wystąpili:

Cherry Tree Fairy autorstwa Johna R. Wrighta

tycia Rożyczka autorstwa nie mojego, tylko przeze mnie posklejana, nieco pyzata i nieudana


oraz jeszcze nie nazwana tycia laleczka, ta już moja
  • awatar porcelanowalaleczka: @sinestro: Wypróbuję w przyszłym roku :)
  • awatar sinestro: @porcelanowalaleczka: Konwalie akurat ja osobiście wetknęłam specjalnie do zdjęcia. Znalazłam gdzieś w internecie informację, że jak się wsadzi ścięte konwalie do talerzyka z klejem do drewna, np. wikolu, to one się zachowują w takim stanie jak są, tylko troszeczkę się marszczą. I to działa!
  • awatar porcelanowalaleczka: Acha,czy u Was o tej porze roku kwitną jeszcz konwalie?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Po małej nieobecności na pingerze wracam do żywych.


Przede wszystkim uroczyście ogłaszam, że udało mi się zrobić porcelankę BJD! Co prawda bardzo jeszcze prymitywna, bo kolana i łokcie ma sztywne jak kij od miotły, ale reszta stawów i główka kręcą się jak ta lala

Równocześnie trwają prace nad uzyskaniem ciałka dla dwóch złych elfów w odpowiednim, to jest czarnym kolorze. Niestety, wszelkie niby czarne pigmenty to tak naprawdę bardzo ciemne inne kolory, np. ciemny granat albo zieleń. W efekcie uzyskałam sporo odlewów udanych kształtem, za to w kolorze złota, gnijącego mięsa albo mrożonego trupa. Albo w marmurek. Zamierzam je jeszcze wykorzystać, bo szkoda marnować dobry odlew, ale jakoś nie mam pomysłu.

Przy okazji tworzenia jednej lalki na specjalną prośbę koleżanki (fanki wszelkiego rodzaju makabry), zrobiłam tutorial dla peruki z przedziałkiem. Od razu mówię, że sama lalka nie każdemu może przypaść do gustu, ale tutorial jest ok.

Na początek proponuję zapoznać się z tutorialem poprzednim, który jest takim jakby punktem odniesienia do dzisiejszego: http://sinestro.pinger.pl/m/18735173.

Poniższy obrazek ilustruje sposób rozmieszczenia włosów na łowie lalki przy przedziałku:




Trzeba również się zastanowić, czy przedziałek będzie biegł tylko przez część głowy, czy przez całą aż do szyi (tak jak np przy dwóch warkoczach):


Do peruki potrzebujemy:
- perukę - tzn. taką dla ludzi, sztuczną i tanią, jest ich masa na allegro i czasami w "sklepie po 5". Może być też treska albo doczepka. Do innych typów włosów mogą być treski.

Co do koloru najlepiej wybrać ciemne, bo wtedy nici, którymi są zszyte taśmy z włosami nie rzucają się w oczy.

- folię spożywczą - nie tą aluminiową, tylko przezroczystą i lepiącą się do wszystkiego. Będzie zabezpieczeniem dla winylu lalki i jednocześnie wnętrzem peruki, co zapobiegnie ześlizgiwaniu się peruki z łepka.

- klej - ja używam gorącego kleju do pistoletu, bo jest szybko sprawnie, ale jeśli ktoś nie umie się dobrze posługiwać pistoletem to doradzam klej introligatorski lub klej do peruk, albo jakikolwiek inny, który po wyschnięciu robi się przezroczysty. Nie może wysychać na biało i nie może to być klej typu kropelka!

- małe, ostre, dobre nożyczki. Koniecznie w miarę małe, żeby można nimi było sprawnie operować wewnątrz peruki.

- frotkę

- ewentualnie matowy lakier do włosów lub pianka niesklejająca włosów do utrwalenia

- ewentualnie odżywka do włosów


OD RAZU PODKREŚLAM, ŻE PO ZROBIENIU PERUKI NIE WOLNO JEJ WSADZAĆ POD GORĄCĄ WODĘ LUB NAD PARĘ, BO KLEJ NAM SPŁYNIE I SIĘ WSZYSTKO ROZWALI. ZIMNA WODA DOZWOLONA.


Zatem:
1. Odpruwamy od peruki taśmy z włosami.

Powinniśmy uzyskać takie coś:

Zwróćcie uwagę, ze na jasnych włosach szwy widać z kilometra, co później brzydko wygląda na lalce, dlatego należy zwrócić na to uwagę przy zakupie peruki/treski/doczepki.

2. Na głowie lalki motamy kokon z folii spożywczej. Potrzeba kilku warstw, bo klej będzie nam się stapiał z folią i może przebić się na winyl, co w sumie nie jest takie straszne (łatwo go potem zdjąć), ale trzeba będzie zrywać ten fragment z głowy i peruczka może się trochę rozwalić. Jak ktoś chce to może przed założeniem folii przezroczystej zabezpieczyć główkę folią aluminiową (w miarę cienko).




3. Przyklejamy kawałek taśmy z włosami nad karkiem, nadmiar odcinamy. Jeśli chcemy miec przedziałek do samej szyi to w miejscu, gdzie będzie biegł przedziałek trzeba zostawić wyrwę.



4.Przyklejamy następne taśmy coraz wyżej jedną przy drugiej.


5. Na koniec na czubku głowy przyklejamy dłuższy pas włosów w ten sposób:



6. Nakładamy lalce na łepek frotkę jak opaskę, odkładamy i idziemy zająć się czymś innym. Jeśli trzeba, lalka niech tak poleży nawet dwa dni. Czas "odstroszenia" lalki zależy od jakości i materiału, z którego są zrobione włosy.


Przed założeniem frotki można nałożyć odzywkę i lekko zwilżyć perukę albo nałożyć troszkę pianki.

7. Delikatnie i dokładnie wycinamy nadmiar folii i wystające fragmenty kleju.

Peruczka z przedziałkiem najkorzystniej wygląda z opaską, kokardą albo wiankiem, ale sama też prezentuje się ok.

Po ściągnięciu gumki lalka wygląda tak (lalka jeszcze w pierwszych fazach tworzenia, ale włosy wyglądają prawiłowo):




Nie zwracajcie uwagi na wątpliwe walory estetyczne powyższego tworu, bo jest robiony na indywidualne zamówienie mojej dobrej koleżanki i kolor gnijących zwłok jest jak najbardziej zamierzony.
  • awatar sinestro: @Kreatywna wśród lalek i skarbów z lamusa: Niby można, ale to zależy od samych włosów, których używamy. Te akurat się nie chcą wywijać inaczej nią są wszyte. Ale jak jest większa lalka, to ja najpierw ten szew zawijam i jednocześnie podklejam pod spód, wtedy na wierzchu są same włosy. Ale ta laleczka akurat miała na głowie mały metraż :)
  • awatar porcelanowalaleczka: Dzięki za lekcję,fajna sprawa :)
  • awatar porcelanowalaleczka: @Kreatywna wśród lalek i skarbów z lamusa: przekładając włoski pewnie można,ale przy tym chyba by nas "wszy zjadły" :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 


Dzisiejszy post będzie o lalce, której oryginalnej za żadne pieniądze świata nie zdobędę, chyba że okradnę jakiś kościół albo muzeum. Co najwyżej mogę kupić kiepską współczesną reprodukcję albo wyciąć sobie sama. Mowa o SANTOSIE.

Od razu zaznaczam, że Santos nie jest tożsamy z glinianym francuskim Santonem, to dwa różne typy lalek.

Historia lalkarstwa wielokrotnie wiązała się z religią (jakąkolwiek) w najróżniejszej postaci – a to lalka była potrzebna do obrzędu, a to stanowiła personifikację bóstwa, a to była potrzebna do rzucania klątwy (a niech tej sąsiadce wszystkie kury zdechną!).

W chrześcijaństwie lalka występuje również i, o dziwo, nawet obecnie w Polsce, choć niekoniecznie w swojej klasycznej lalkowej formie. I nie mówię tu o figurkach w szopce

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami – tzn. w Hiszpanii i Portugalii, trwała wojna, a jak nie wojna, to okres powojenny. Ten stan bardzo się przeciągał. XVIII i XIX wiek ogólnie był dla Europy nieciekawy pod względem pokoju i bezpieczeństwa, a jak wojna to i bieda, wyludnienie.

W małych wioskach nie było kościółków, a czasami nawet pojedynczego księdza, a do najbliższego kościoła albo było za daleko, albo zbyt niebezpiecznie. Ludzie zaczęli robić sobie drewniane figurki podobne świętym (choć niekoniecznie), na wzór tych z kościołów, wycinanych w drewnie przez księży dla biedoty (żeby łatwiej im było pojąć istotę niektórych rzeczy) już wiek wcześniej oraz tych ubranych w płaszcze figur Matki Bokiej używanych do procesji. Figurki najpierw były nieco toporne, najczęściej żeńskie, ustawiano je w niby kapliczkach lub w domach bogatszych gospodarzy. Ubierano je najpierw w kwiaty, kłosy, wstążki.










Z czasem figurki robiły się coraz bardziej skomplikowane – dostawały od swoich twórców ręce na stawach, peruki, korony i serca z blachy.













Potem forma Santosów ewoluowała do swojej najczęściej spotykanej formy – lalki na drewnianej, a czasami metalowej klatce, od czego pochodzi inna nazwa Santosa: „cage doll” lub też „saint cage doll”,

Klatka zastępowała nogi, chowano do niej np. chleb lub różne inne istotne d*perele, a na klatkę zakładano „sukienkę” albo oplatano kwiatami.









Czasami lalka cała była w sukience, dostawała nawet perukę, a kiedy indziej była drewniana od stóp do głów, a zakładano jej tylko płaszczyk na ramiona lub same akcesoria typu korona lub korale. Ważne, że figura była ubierana, co formalnie czyni ją lalką, choć dosyć specyficzną.
Poniżej Santosy wyrzeźbione "pod płaszczyk":








Głównym materiałem na Santosy było drewno – tanie, obecne wszędzie i łatwe w obróbce. Zdarzało się jednak łączenie drewna z gipsem, woskiem, a nawet ceramiką (droższe Santosy miały wstawiane oczy).














Istotnym jest fakt, że pierwotne, właściwe swojej nazwie Santosy tak naprawdę nigdy nie przedstawiały nikogo konkretnego, ewentualnie jakiegoś tam niezidentyfikowanego anioła. Owszem, sugerowały Maryję, świętych patronów, ale nigdy nie była to wprost figura np. Matki Boskiej. Dlaczego? Bo Santosy nie były święcone. Ot, taki element lokalnej kultury, pomost między ludem a kościołem, który jednak przetrwał do dzisiaj, chociaż tylko w formie tradycyjnej ozdoby lub nietuzinkowej reprodukcji do wystroju wnętrza (tak, czasami można spotkać jakiegoś pseudo Santosa w kwiaciarni albo na wystawie…).

Z czasem jednak zwyczaj ubierania figur spopularyzował się także i w kościołach, chociaż istniał tam już wiele wieków wcześniej - doskonałym przykładem są święte figury np. Matki Boskiej Skępskiej czy nawet obraz Matki Boskiej z Częstochowy, które od średniowiecza są ubierane w wyszywane i inkrustowane materiałowe lub blaszane sukienki. Tyle że niegdyś w kościołach ubierano tylko „cudowne” figury lub obrazy, a od XVII wieku zaczęto ubierać w wyszywane ciuszki także figury w lokalnych kaplicach, w większości na terenach Hiszpanii, Portugalii, Włoszech oraz ich koloniach w Ameryce.







Można długo dyskutować nad tym, czy to figura, czy już lalka, ale jedno jest pewne - nikt nie przejdzie obojętnie obok tych zasmuconych, niepokojących twarzy.


Niestety, dziś prawdziwy Santony są obiektem hiper kolekcjonerskim, zostały doszczętnie pozabierane do muzeów, za to za jakieś 300 dolarów plus wysyłka z USA można zamówić sobie nawet zgrabną reprodukcję.
  • awatar lilavati112/ziutek44: pięknie zebrane wiadomości o santosach! u mnie są dwie reprodukcje- jedna pierwotnie była chyba aniołem, a druga jakimś świętym franciszkiem. one niestety mają swoją cenę...mam też współczesna woskowa madonne taką jak manhamama też inspirowana santosami... to bardzo ciekawe lalki. bo dla mnie to lalki;)
  • awatar fabulosita: Nie miałam zupełnie pojęcia, że takie cudo istnieje. Są bardzo ciekawe...ale nie na moją kieszeń i możliwości przechowywania. Mówimy oczywiście o reprodukcjach :D
  • awatar sinestro: @Kreatywna wśród lalek i skarbów z lamusa: Nie ma sprawy, postaram się więcej "rysów historycznych". Tyle że o lalkach jest mało rzetelnych artykułów/źródeł. O Santosach w necie nie ma praktycznie nic, znalazłam kiedyś jakiś katalog aukcyjny po hiszpańsku, gdzie było pół strony na ich temat i stąd ten post, bo pomyślałam, że to ciekawe.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Strasznie mnie denerwuje fakt, że ni cholery nie umiem zrobić w odlewach dziur na oczy. Co to by były za możliwości, gdybym mogła wsadzać moim tworkom szklane, głębokie oczęta!

Podstawowy problem jest taki, że gdy chcę zrobić od razu "dziurawy" odlew, to całość spłaszcza się i zniekształca jak sflaczały balonik. Jak chcę zrobić dziury na oczy po odlaniu - odlew pęka na kawałeczki.

I nie mogę dojść, co jest konkretnie nie tak! Zakładam, że w grę wchodzi temperatura, ale dysponuję tylko piecykiem, który nie osiąga wysokich temperatur i w którym daję radę wypalać albo cieniutki, kruchutki biskwit, albo gruby i toporny porcelit (w nim to zupełnie nie ma szans na robienie dziur).

W efekcie lalki mają płaskie miejsca po oczach, jeśli po drodze odlew nie popęka. Przeszkadza mi to bo wiem, że mogłabym lepiej

Myślałam, ze jakbym zrobiła odpowiednio dużą głowę, to odlew wytrzymałby napięcie wewnątrz biskwitu i dałoby radę delikatnie wyciąć oczy szlifierką modelarską.

Dlatego powstałą właśnie Izabela - jak na razie największa, bo ma aż metr dwadzieścia. I co wyszło? I bez oczodołów.





Za to bardzo ładnie odlały się tym razem krągłości i wgłębienia. Dłonie był wzorowane na jednej mniejszej lalce nieznanego pochodzenia, (prawdopodobnie Palmary Collection), bo podobały mi się ich paznokcie i ułożenie paluszków. Teraz stwierdzam, że lalka lepiej jednak by wyglądały bez zmarszczek na wargach, bo strasznie się je maluje. Nigdy więcej nie robię takich ust!

Postanowiłam wystylizować Izabelę na królewnę, bo nie miałam jeszcze żadnej królewny. Bardzo mi się przydała sukienka ściągnięta sto lat temu z jakiejś lalki, uszyta z materiału przypominającego obicie na fotel. Rozprułam, poszerzyłam, doszyłam, przyczepiłam kokardy i jest teraz cacy. Nawet wzorek a la "kanapa" już nie razi, bo jest gównie z tyłu sukienki.

Izabela, jak na królewnę przystało, ma swoją koronę i żabę, która a nuż widelec jest księciem?


Swoją drogą, ślubne małe diademiki są idealnymi koronami dla więszych lalek.

A Izabela pozowała trochę krzywo, bo z powodu jej rozmiarów nie mam do niej stojaka i kolanka jej się uginały.
  • awatar tocochceszmiec: Bardzo podoba mi sie ta stylizacja ...piekna Krolewna :)
  • awatar porcelanowalaleczka: Królewna w całej swojej okazałości cudna i "królewicz" boski :) ponoć praktyka czyni mistrza :) to nie jest złośliwość w żadnym przypadku :)
  • awatar nestta1985: piękna :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Niniejszym uznaję moje studia za skończone!!! Trochę mi to zajęło, bo ciągnęłam dwa kierunki (ze skutkiem różnym), ale co tam

Jeszcze tego nie odczuwam, bo to wcale nie jest koniec mojej drogi do wymarzonego zawodu. Jeszcze 4 miesiące do egzaminu zawodowego wstępnego, potem jak los mi będzie sprzyjać 2/3 lata ciężkiej harówy i ostateczny egzamin zawodowy. I jeszcze potem pół roku czekania na ostateczną decyzję w mojej sprawie.

Niemniej zakończyłam pewien etap mojego życia i z tej okazji zostałam uraczona prezentem, a w moim przypadku prezenty zazwyczaj są lalkowe, a czasami lalkowo-książkowe.

Widziałam tę lalkę wielokrotnie na allu, jedna osoba wystawiała cyklicznie po 1 sztuce, bardzo mi się ta lalka podobała, ale jakoś tak w tamtym czasie miałam na oku "lepsze" okazy,. do których było mi bardziej pilno. Poza tym an zdjęciach z aukcji lalka była tak okropnie różowiusia i nie sprawiała wrażenia cudu ceramiki, którym, jak się teraz okazuje, w rzeczywistości jest. Spodobała mi się dlatego, że jest wysoka, na dorosłym ciele i ma ruchomy łepek.

Chodzi mi o Klaudię (Claudia) od Alberon. Nawet sobie wtedy zapisałam na dysku zdjęcia z aukcji:







Po wyjęciu lalki z pudełka okazało się, że zdjęcia zupełnie nie ukazywały klasy tej lalki. Ona wcale nie jest różowa! Jej suknia jest w kolorze ecru, a na ten materiał (atłas) jest nałożone coś w w rodzaju satynowej mgiełki w delikatne, różowe paseczki. Cały strój zaskakuje precyzją wykonania i samym wymyśleniem kroju, marszczeń, mini różyczek, strusim piórkiem, malusią kameą przy dekolcie. No i ma wspaniały tren. Atłasowa suknia jest dosyć wąska i dopasowana, z rozszerzonym dołem w szpic, co jest trochę zniekształcone przez przezroczystą warstwę na wierzchu. Wprowadziłam małą poprawkę do sukni - zawiązałam jej pod biustem wstążkę w kolorze brudnego różu, żeby sukienka złapała proporcje lalki. Klaudia otrzymała także od firmy zgrabną, bambusową parasolkę do kompletu.

Sama lalka jako konstrukcja też jest cudem. Po pierwsze, ma doskonałą mechanizację kończyn - rusza nogami jakby spacerowała, ale są one na tyle sztywne, że się nie rozjeżdżają, ręce tak samo. Ponadto Klaudia jest dosyć spora - większa nawet od mojej najwyższej Franklinki.

Po drugie: pięknie uszyty korpus, w dodatku wielowarstwowy i ma pochowane szwy - wygląda nawet lepiej niż u Franklinów. No i ruchoma głowa, co osobiście ostatnio bardzo w lalkach lubię, ale nie uznaję za konieczność.

Jedyny minus w tej lalce to to, że mimo odlanego popiersia został on zasłonięty sukienką po samą szyję, ale widać wymagała tego stylizacja lalki, bo jej suknia jest z epoki, kiedy się zasłaniało szyję, żeby nie kusić biednych facetów

Najcudowniejsze jednak są w Klaudii jej włosy i oczy. Włosy, bo są z jakiegoś nieznanego mi materiału włosowego, który niczego właściwie konkretnego nie przypomina. Wygląda jak pomieszanie włosów z żyłką wędkarską, ale jednocześnie nie wyglądają one na strasznie sztuczne.

Co do oczu, są one szklane z jakby wklęsłą głębią, a na dnie mają tęczówkę ze szkła weneckiego z takim jakby szaroniebieskim piaskiem. Bardzo trudno to pokazać na zdjęciu, ale te oczy są fantastyczne! Tylko że moim zdaniem są trochę za duże do tej lalki, nie widać prawie białka, tylko sama fascynująca tęczówka.

Podsumowując, Klaudię od Alberon warto mieć, bo to doskonale wykonana lalka, przy cenie porównywalnej do którejś z lepszych Barbie.

Nawet mi nie przeszkadzają jej słodziutkie kolory.







W końcu wrzucam bardziej udane zdjęcia
  • awatar porcelanowalaleczka: Przyłączam się do gratulacji /zakończenia studiów/ :) lala piękna i piękny różowiutki :)
  • awatar Kreatywna wśród lalek i skarbów z lamusa: @sinestro: Czernie i fiolety powiadasz.. ;)Przebieranki jeszcze żadnej lalce trwale nie zaszkodziły, więc czemu nie ;)..sama aktualnie pracuję nad bardzo mhrocznym projektem :D
  • awatar sinestro: @Kreatywna wśród lalek i skarbów z lamusa: Dziękuję ;) Tak się zastanawiam teraz, jakby ta blondyna wyglądała w czerni lub fiolecie... Na początku też myślałam, że lalka sama w sobie ładna, tylko taka strasznie różowa i cukierkowa.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Ostatnio mam fazę na tutoriale

Potrzebowałam niby metalowej korony do jednego projektu i postanowiłam, że to może się komuś przydać do jakiejś lalkowej królewny.

Wzorów i typów koron jest wiele, ja sobie wyszukałam w grafice google coś takiego:


i takie podobne coś chciałam uzyskać. Wyszło tak:


DO korony potrzeba:

- folię do tłoczenia (pod takim hasłem można ją znaleźć na allegro w dziale Rękodzieło lub w większych empikach w dziale "zrób to sam".


Kosztuje od 6 do 20 zł, zależnie od koloru i liczby arkuszy w opakowaniu. Wszystkie kolory są metaliczne.

To takie sztywne coś między folią a blaszką, można po niej ryć i z drugiej strony robi się wypukła. Można sobie też pociąć o nią palce...

- wykałaczka lub wypisany długopis, żeby zrobić wzorki w folii

- ściereczka

- malutkie ostre nożyczki (dużymi nożyczkami będzie trudno operować, Prędzej sobie człowiek palce obetnie niż coś wytnie w tej folii)

- klej trwalszy niż ten do papieru (nie kropelka i nie gorący klej, bo topi folię, może być jakikolwiek inny)

- ewentualnie kryształki, koraliki i cekiny, które będą udawały klejnoty, ale ja z nich do tej akurat korony zrezygnowałam


1. Pasek folii (odpowiednio szeroki do naszych zamiarów) kładziemy na ściereczce, żeby nie popsuć blatu i żeby wygodnie nam się uwypuklała folia.

2. Rysujemy wykałaczką lub czymś innym ostrym wzorki korony, ale tak, żeby nie przebić folii na wylot. Igła czy cyrkiel nie są wskazane do tego celu, bo robią dziury. Fajnie wyglądają na tej folii kropki, rybie łuski i kratka.


Z drugiej strony powinno być wypukłe, o tak:




3. Wycinamy delikatnie koronę, zostawiając z boku nadprogramowy pasek.


Za cholerę tego się nie wytnie dokładnie, robią się zadziory, dlatego potem te paskudztwa na końcach można palcami ładnie pozawijać i uformułować.

4. Sklejamy koronę w obręcz, chowamy "ogonek" do środka.

5. Palcami profilujemy sobie kształt, zginamy gdzie trzeba. Ewentualnie możemy przykleić "klejnociki".

Tadaaaaaam!

I mamy królewnę.


W roli królewny wystąpiła Izabela, jeszcze nie ukończona, na razie największa z moich odlewów.
  • awatar porcelanowalaleczka: Świetny pomysł,cudna modelka i piękne wykonanie :)
  • awatar Jadwisia3: Piękna modelka prezentuje koronę! Kojarzy mi się z bohaterką baśni "Ośla skórka", gdy nie wie, jak uwolnić się od chcącego ją poślubić ojczyma. ;) A sam pomysł na koronę i tutorial - REWELACYJNY! Nawet nie wiedziałam, że takie coś, jak folia do tłoczenia istnieje. :)
  • awatar Kreatywna wśród lalek i skarbów z lamusa: Bardzo pomysłowe ;) Jeśli kiedyś będę potrzebowała korony na pewno skorzystam ;) Nawiasem mówiąc, spodobała mi się lala która królewną została ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Tutorial znalazłam w sieci i jest świetny. Mimo, że jest po angielsku, obrazki są tak dokładne, ze każdy powinien się mniej więcej zorientować, o co chodzi.

Link:
http://www.dolls-n-daggers.com/Dolls/Forum/index.php?topic=676.0




Po wejściu na stronę pod obrazkiem powinny być trzy linki do opisu czynności.


Zrobiłam już jeden taki kapelusik i nawet fajnie toto się prezentuje. Tutorial jest do "bazy" kapelusza, a całokształt zależy od naszej indywidualnej inspiracji. Do tego mini rękawiczki i lalka ma szałową stylizację.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Role główne w dzisiejszym poście grają:

Elżbieta
lalka pochodzenia nieznanego, imię otrzymała od Elżbiety Starosteckiej w filmie "Trędowata", bo ją trochę przypomina. Posiada ruchomą główkę):


Tadeusz
vel Bardzo Elegancki Pan
(Gibson Groom od kompletu Gibson Girl Bride z serii Franklin Heirloom. Ma w zestawie cylinder, ale wygląda w nim jak kompletna sierota, więc zostawił go w domu)

Za altanę posłużył trawnik pod blokiem, naprędce zaimprowizowany w kwiatki.

Tadeusz jest bogatym, eleganckim, ale niezwykle nieśmiałym kawalerem. Dobrych manier mu nie brak, lecz najczęściej w kontaktach z płcią piękną robi z siebie błazna. Gada głupoty, ręce mu się pocą, język plącze. No bo kto zrozumie te kobiety? Wiadomo, że to przecież nie to samo, co mamusia...


















Nudziło mi się dzisiaj )

A GIibson Groom ma na żywo tak ewidentną panikę w oczach, jakby chciał zaraz zwiać Gibsonce sprzed ołtarza. Poza tym jest jednak zadziwiająco dużym (ciężko mu było dopasować narzeczoną), eleganckim i niezwykle dopracowanym lalkiem. Uwielbiam te jego małe drobiażdżki przyczepione do fraka.

Szczęśliwa wybranka pozostaje jednak na razie tajemnicą. Może ktoś rozpoznaje tę buzię? W oryginale wyglądała tak samo, tylko włosy jej zmieniłam, bo były jednym kręconym kudłem, ale kolor miały taki sam.



P.S. Mamusia zaraz po ślubie zaniemogła i pojechała wygrzewać się do Toskanii, a Tadeusz jak był maminsynkiem, tak teraz został pantoflarzem
  • awatar Jadwisia3: Rewelacyjna opowieść! Ale się uśmiałam! ;) Super Ci wyszła ta sesja zdjęciowa, lalki bardzo udatnie pozują, szczególnie podoba mi się scena oświadczyn. Czekam na kolejne historie! :)
  • awatar Kreatywna wśród lalek i skarbów z lamusa: hahaha :D rewelacja!
  • awatar porcelanowalaleczka: Świetne:) Tadziowi, od tego czekania i namyślania,to chyba fryzura mu zesztywniała :) a waćpanna ekstra :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Dziś przedstawiam najmniejszą jak na razie wykonaną przeze mnie lalkę z biskwitu.

Lalka przedstawia Calineczkę i już znalazła nowego właściciela, ale chce ją zaprezentować, bo stanowi pewien etap w moim dążeniu do ceramicznej BJD.

Calineczka ma bowiem ruchome stawy. Co prawda tylko ramiona i biodra, ale zawsze jest to coś ruchomego

Projektowałam ją wzorując się na serii DeAgostini z lalkami w strojach ludowych, ale wyszła o wiele mniejsza i ma inaczej zgięte kończyny. Jest cała z biskwitu. Lalka ze zdjęcia to ubrany i wymalowany prototypowy odlew, ale jestem w stanie zrobić kopie, bo lalka jest malusia.

Ma moherowe włoski, malowaną buzię i uszyte skrzydełka, których na pierwszych zdjęciach nie widać za bardzo. Oczywiście musiała być wróżkowa




I jeszcze bezczelnie pożyczone zdjęcia z bloga Edzi w lalkowym świecie (http://ededdeddy78.pinger.pl/) dla zobrazowania rozmiarów Calineczki.




Pod względem konstrukcji ten projekt to już prahistoria - w weekend majowy udało mi się odlać duże lalki całe z porcelany z ruchomymi kończynami (niestety jeszcze nie można ich uczciwie nazwać BJD), ale już jestem daleko.

Kroczek po kroczku staram się wszystko wrzucać na pingera razem z tutorialami i nowymi nabytkami, jednocześnie pracuję nad każdym z projektów i przygotowuję się do jesiennych egzaminów do wykonywania zawodu, cierpliwości

Niedługo nowego domu będą szukać dwie moje lalki - jedna filigranowa, a jedna całkiem spora.
  • awatar fabulosita: Jest przecudna...wiem, że nadużywam tego wyrazu, ale niech tam- SŁODKA!!!one!! Bardzo się cieszę na dwie lalki szukające domu, co prawda chudo u mnie, ale może coś się da wygrzebać. Napiszesz na aukcji ile maja wzrostu, prawda? :) Korzystając z miejsca...pan z postu wyżej MA panikę w oczach, jest tak ewidentnie nieszczęśliwy, że mam ochotę wstać na słowa księdza >ktokolwiek ma coś przeciwko, niech powie to teraz albo zamilknie na wieki<, i zakrzyknąć: tak się nie godzi!
  • awatar sinestro: @Louve: @porcelanowalaleczka: Dziękuję Wam :) Zachęcacie mnie do dalszej pracy.
  • awatar porcelanowalaleczka: Twój blog jest fascynujący, a Calineczka jest słodka :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Kilka postów wstecz pokazywałam zezowatą i do niczego niepodobną lalkę od Franklina Minta, która przedstawiała Scarlett z jednej z pierwszych scen "Przeminęło z Wiatrem".

Najpierw proszę obejrzeć króciutki filmik:

Zdecydowałam się jednak spróbować zrobić lalce repaint (lalka ma oryginalny makijaż utrwalony termicznie, więc jakby co to wystarczy zmyć moje paciajki i nie ma strachu). Tę właśnie Scarlett jak z filmiku powyżej chcę uzyskać.

Lalka po pierwszej próbie wygląda tak (makijaż i świderki na włosach):



Zdjęcie robiłam teraz, tzn w nocy, więc nie jest najlepsze póki co. Makijaż nie jest jeszcze skończony i potrzebuję Waszych opinii, czy idę w dobrym kierunku. Przede wszystkim zastanawiam się, czy jej oczy nie są teraz zbyt okrągłe i czy jej nie zrobić takich węższych, jakby przymrużonych z wściekłości (Scarlett jak jej coś nie pasowało zwężała zjadliwie oczy).

Dojdą jeszcze takie elementy jak kapelusz, naszyjnik, kolczyki, makijaż dłoni.

Bardzo Was proszę o wszelkie uwagi - lalka ma być na tyle idealna, na ile dam radę, a samej trudno mi ocenić po całym dniu paciania jej buzi.

Czy toto w ogóle jest podobne do Vivien/Scarlett?????


P.S> Jutro (tzn. 3 maja) o 15,35 na TV7 leci "Przeminęło z wiatrem", serdecznie polecam chociażby ze względu na multum niezwykle inspirujących kostiumów i główną postać kobiecą, która wcale nie jest "białym" charakterem.

  • awatar selene13: Pięknie, już jest podobna do pierwowzoru. Myślę, że gdyby udało Ci się oczy trochę przymrużyć byłoby super. Mnie jakoś kojarzy się ona głównie z tymi często przymrużanymi oczętami.
  • awatar Jadwisia3: Uwielbiam książkę, film i sama Scarlett - mimo jej charakterku. A lala wygląda teraz zdecydowanie bardziej podobnie do filmowego pierwowzoru. :)
  • awatar porcelanowalaleczka: Możesz próbować przymrużyć oczy, ale w scenie kiedy rzuca flakonikiem, potem widzi Retha to ma wielkie oczy :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Zanim zabierzemy się za robienie peruki, trzeba się zastanowić nad kilkoma rzeczami:

- jaką stylizację będzie mieć lalka?
- jakie będzie mieć uczesanie (peruki do kucyka albo z grzywką czy przedziałkiem robi się zupełnie inaczej)?
- jaki kolor włosów będzie pasował?
- włosy gładkie czy kręcone lub falowane? (po zrobieniu peruki NIE WOLNO robić loczków lub prostować przy pomocy temperatury lub gorącej wody!
- w którą stronę będą się rozkładać włosy (no. ze środka na boki)?
- czy chcemy zrobić grzywkę albo np. loczki nad karkiem?


Najlepiej sobie wszystko narysować.
Najpierw pokażę, jak zrobić najprostszą perukę, tj. bez grzywki, bez przedziałka, bez bajerów, rozkładającą się na boki. Coś w tym stylu:



Strzałka pokazuje umiejscowienie czubka głowy (u mnie trochę z boku).

Do peruki potrzebujemy:
- perukę - tzn. taką dla ludzi, sztuczną i tanią, jest ich masa na allegro i czasami w "sklepie po 5". Dla tej konkretnie lalkowej peruki potrzebna jest peruka, a nie treska czy doczepka. Do innych typów włosów mogą być treski. Chodzi o to, ze peruka ma na czubku taki "pęczek", którego nie mają doczepki, a jest on podstawowym elementem dla peruki lalkowej bez przedziałka.

- folię spożywczą - nie tą aluminiową, tylko przezroczystą i lepiącą się do wszystkiego. Będzie zabezpieczeniem dla winylu lalki i jednocześnie wnętrzem peruki, co zapobiegnie ześlizgiwaniu się peruki z łepka.

- klej - ja używam gorącego kleju do pistoletu, bo jest szybko sprawnie, ale jeśli ktoś nie umie się dobrze posługiwać pistoletem to doradzam klej introligatorski lub klej do peruk, albo jakikolwiek inny, który po wyschnięciu robi się przezroczysty. Nie może wysychać na biało i nie może to być klej typu kropelka!

- małe, ostre, dobre nożyczki. Koniecznie w miarę małe, żeby można nimi było sprawnie operować wewnątrz peruki.

- frotkę

- ewentualnie matowy lakier do włosów lub pianka niesklejająca włosów do utrwalenia

- ewentualnie odżywka do włosów


OD RAZU PODKREŚLAM, ŻE PO ZROBIENIU PERUKI NIE WOLNO JEJ WSADZAĆ POD GORĄCĄ WODĘ LUB NAD PARĘ, BO KLEJ NAM SPŁYNIE I SIĘ WSZYSTKO ROZWALI. ZIMNA WODA DOZWOLONA.


Zatem:
1. Odpruwamy od peruki taśmy z włosami. Na koniec na czubku peruki powinien zostać nam taki jakby pęczek, który ostrożne wycinamy z siatki. Powinniśmy uzyskać takie coś:


2. Na głowie lalki motamy kokon z folii spożywczej. Potrzeba kilku warstw, bo klej będzie nam się stapiał z folią i może przebić się na winyl, co w sumie nie jest takie straszne (łatwo go potem zdjąć), ale trzeba będzie zrywać ten fragment z głowy i peruczka może się trochę rozwalić. Jak ktoś chce to może przed założeniem folii przezroczystej zabezpieczyć główkę folią aluminiową (w miarę cienko).



3. Przyklejamy kawałek taśmy z włosami nad karkiem, nadmiar odcinamy.



4.Przyklejamy następne taśmy coraz wyżej jedną przy drugiej ale tylko po jednej stronie ucha i tylko do tej wysokości.

5. Po drugiej stronie ucha przyklejamy kępkę włosów, taki jakby pejs.


6. Doklejamy paski włosów coraz wyżej.

7. Na sam koniec przyklejamy "pęczek". Lalka będzie wyglądać na razie debilnie, ale to nic.

8. Nakładamy lalce na łepek frotkę jak opaskę, odkładamy i idziemy posprzątać albo na zakupy. jeśli trzeba, lalka niech tak poleży nawet dwa dni. Czas "odstroszenia" lalki zależy od jakości i materiału, z którego są zrobione włosy.


Przed założeniem frotki można nałożyć odzywkę i lekko zwilżyć perukę albo nałożyć troszkę pianki.

9. Delikatnie i dokładnie wycinamy nadmiar folii i wystające fragmenty kleju.

Po ściągnięciu lalka wygląda tak (nie patrzeć na makijaż! Jeszcze go nie skończyłam ):





Zrobiłam jeszcze dla porównania perukę lokowaną, ale przy loczkach jest dużo paprania i nie polecam loków na pierwszy raz.



Powyższa metoda może być stosowana do prawie każdej lalki (no... na Barbie to właściwie jeszcze nie próbowałam...) - Fleur, porcelanki, celuloidu. Do woskowych raczej nie, bo się może nadtopić.








W następnym odcinku peruka z przedziałkiem, a potem kucyk i grzywka
  • awatar Ashley Shell: ekstra tuorial! świetnie Ci wyszło:)
  • awatar sinestro: @porcelanowalaleczka: Na początku też tak robiłam :) a porem wiązałam na czubku kokardę, żeby nie było nic widać.
  • awatar porcelanowalaleczka: Bardzo ciekawa jestem peruki z przedziałkiem,grzywki i kucyka :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Do niedawna nie posiadałam żadnej Tonnerki, bo jakoś tak się nie złożyło, a na te, które bardzo bym chciała mieć, jeszcze nie uzbierałam.

Do niedawna, bo w zeszłym tygodniu weszłam w posiadanie pewnej Tonnerki dorzuconej jako gratis czyli "masz, zepsute, ale może się kiedyś przyda".

Trudno w to uwierzyć, ale trupy tonnerek naprawdę istnieją!

Omawiana Tonnerka to Definitely Downtown Gina:


Lalka jednak jest bez peruki,z marną artykulacją, bez ubrania, z popisaną markerem twarzą i nogami raz z tak wyruszanymi stawami, że noga i przedramię leżą oddzielnie - odpadnięte na amen.

Nogę jakoś wstawiłam, marker zmyłam (razem z malunkiem buzi), ale przedramię to tragedia.
Jakoś tę rękę wstawiłam i stąd zapowiedziany tutorial - bo może komuś (odpukać) kiedyś się przyda.

Potrzebujemy:
- grubą igłę
- ostre, wytrzymałe nożyczki lub cęgi
- coś do przytrzymania małych elementów nad ogniem
- złamaną igłę lub kawałek sztywnego, mało plastycznego drutu
- kuchenkę gazową

Normalnie Tonnerkowe przedramiona trzymają się na stawie kulkowym, czyli w takiej miseczce ramienia z kulką wewnątrz.

Ale ta kulka może zostać wyrwana lub odpaść od wyruszania stawu.

Zatem:
1. Łamiemy igłę lub obcinamy drut tak, żeby uzyskać kawałek ok. 0,5 cm - więcej w lalkę nie wejdzie.

2. Bierzemy lalkę pod pachę, odpalamy gazówkę, grubą igłę trzymamy za pomocą czegoś nad gazówką, aż się rozczerwieni z gorąca.

3. Wbijamy w miejsce, gdzie była kulka i wyciągamy (czasem trzeba wyciągać obcęgami, a igła może wyprysnąć, dlatego trzeba uważać na oczy). Powtarzamy kilkanaście razy, żeby zrobić jak najgłębszy kanalik w ręce.



4. Następnie bierzemy w szczypce ułamany kawałek, nagrzewamy i wbijamy w kulkę stawu. Kulka może się trochę podpiec, ale to nic, bo nie będzie tego widać.


5. Bierzemy w szczypce kulkę z kawałkiem drutu i nagrzewamy do czerwoności (trzeba uważać, żeby nie stopić za bardzo kulki przy okazji) i szybko, z całej siły wbijamy w dziurę w stawie ramienia, którą zrobiliśmy wcześniej. Jak nie wyjdzie, próbujemy do skutku.


6. Odkładamy do wystygnięcia i delikatnie nakładamy rąsię.


Trzeba uważać przy ubieraniu i pozowaniu lalki, bo ręka będzie się trzymać "na słowo honoru", ale przynajmniej lalka już nie przypomina weterana wojny w Wietnamie.


Mam nadzieję, ze nigdy ten tutorial się nikomu nie przyda.

Moja Gina ma już rączkę, ma nową twarz, teraz tylko potrzebuje ubrania i włosów, dlatego już wkrótce wrzucę tutoriale robienia różnych rodzajów peruk, które można będzie zastosować nie tylko do lalek Tonner.
  • awatar sinestro: @selene13: Musisz je koniecznie je pokazać na pingerze!
  • awatar sinestro: @fabulosita: To był gratis z ebaya, też się ciężko zdziwiłam.
  • awatar fabulosita: O jezu. Chyba poziom cukru mam niski, bo błąd na błędzie :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Nie, nie pogrzało mnie. Wiem, że za oknem wciąż jest zima, ale postanowiłam zamieścić taki wiosenny akcent, mimo że jeszcze nie jest ukończony.

Kończę właśnie pracę nad pewną wiosenną wróżką (po której jeszcze tej wróżkowatości nie widać, bo skrzydła właśnie się szyją).

Wrzucam tu dwa zdjęcia, bo Wy pewnie tak jak i ja macie po uszy śniegowatej ciapy i chcielibyście popatrzeć na coś zielonego

Podkreślam, że lalka jest jeszcze "w trakcie" pracy.

Chyba jej zmienię brwi...
  • awatar sinestro: @fabulosita: Cieszę się, ze wszystko dotarło i ze jesteś zadowolona, bo cyrki, jakie ostatnio mi poczta notorycznie odwala to jest poezja...
  • awatar fabulosita: Lalka dotarła, wszystko w porządku. Bardzo dziękuję za prezenty :D
  • awatar fabulosita: Ma przepiękne ciuchy. Nosiłabym :) W wersji niewróżkowej też interesująca.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wyprzedaży niestety ciąg dalszy. Niestety, bo bardzo mnie ona boli, ale muszę. Link: http://allegro.pl/listing/user.php?us_id=23258327

Jeśli ktoś posiada w kolekcji taką oto celuloidową staruszkę z lalkarni Szrajera (można było taką oglądać także kiedyś u Porceliny):



a nie ma od niej oryginalnego ubranka, to niektóre z nich można znaleźć na moich aukcjach.






A spódnic, majtek i skarpet mam kilkanaście par. Potrzebuję tylko jednego kompletu, więc mogę odstąpić. Niekoniecznie w tej chwili.



Może czyjaś Tonnerka nie ma w co się ubrać na rozdanie Oskarów...



Czyjaś Barbie chce założyć własny blog na pingerze...



Komuś brakuje słodziutkiej baletnicy z ruchomą głową...



albo nie ma dosyć śniegu za oknem i chciałby zaadoptować Królową Śniegu... Taką metrową...


I jeszcze dużo, dużo innych uroczych pierdół.



Smutno mi trochę
  • awatar sinestro: @fabulosita: Nie i tak. Teoretycznie nie wszystkich ich potrzebuję, ale obiady trzeba jadać, cięgle wyrastają nowe opłaty "edukacyjne", w pracy kryzys, a po prawdzie to ja zaczynam zarastać ubrankami i akcesoriami w jednym pokoiku razem z kotem. Postanowiłam być rozsądna i spieniężyć rzeczy, których mam więcej niż 1 albo takie, które będę mogła kiedyś zdobyć ponownie albo odtworzyć. NA pewno komuś się przydadzą. Chyba każdy kolekcjoner tak czasami ma.
  • awatar fabulosita: Nie chcesz się z nimi rozstawać? :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przy okazji świąt drastycznie ogarnęłam mój zbiór rzeczy ładnych acz nieprzydatnych i robię drugą wyprzedaż:

http://allegro.pl/listing/user.php?us_id=23258327


Tym razem nic dla kolekcjonerów pocelanek niestety, ale jest parę winylków do kolekcji (np. Jem) lub po prostu dla dziecka do maltretowania .

I ponownie, jeśli ktoś się powoła na bloga, dostanie gratis coś fajnego.
  • awatar sinestro: @fabulosita: a do czego konkretnie byś chciała? Napisz mi w prywatnej wiadomości to spróbuję dodać jak się da opcję kup teraz albo coś innego wymyślę, szczerze mówiąc nie jestem zbyt zaawansowana w obsłudze allegro :)
  • awatar fabulosita: Sin, czy byłaby możliwość dodania opcji kup teraz? Wydawało mi się, że była możliwość póki nie było licytacji.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Z okazji Świąt Wielkanocnych życzę wszystkim pingerowiczom i innym odwiedzającym ten blog (nawet jeśli nie obchodzą Wielkanocy), żeby te dwa dni upłynęły Wam w świętym spokoju, pogodnie, rodzinnie, przy smacznym jajeczku i kawałku serniczka.

No i żeby wiosna wreszcie nastała A na razie wiosenny nastrój niech wprowadzi obrazek, bo nie lubię robić wpisów bez obrazka.


Jeszcze raz wesołego Alleluja!
 

 
Całkiem niedawno, zupełnie nieoczekiwanie w zasięgu moich łapsk
znalazła się Scarlett O'Hara (ta z "Przeminęło z Wiatrem", grana przez
cudną Vivien Leigh) z serii Franklin Heirloom od Franklina Minta. Bez
głębszego zastanowienia czy oglądania chwyciłam, zapłaciłam i
poleciałam do domu, żeby się głupio do niej wyszczerzyć i obłąkańczo
pochichotać

Poniżej promocyjne zdjęcie lalki:


Gdy pierwsza faza zachwytu minęła, zorientowałam się , że lalka nie ma
chusty, ale to nie jest problem, bo to akurat da się dorobić
Fabryczny brak naszyjnika z koralem z filmu też jakoś mnie nie
zmartwił, bo tez można dorobić (wogóle jak taka szanowana lalkarnia
mogła pominąć w produkcji tak ważny detal...?).

Najgorsze trafiło mnie na koniec: lalka ma kosmicznego zeza! I w
dodatku wytrzeszcz! Domyślam się, że to tylko mój egzemplarz ma ten
feler, bo lalki są malowane ręcznie i indywidualnie. Przez niezbyt
dobry malunek buzi lalka nie przypomina za bardzo aktorki, a to
przecież ma być lalka typu "celebrity",dlatego rzeczony zez boli mnie
wręcz FIZYCZNIE. Sami zobaczcie i oceńcie, czy ta lalka przypomina
Vivien Leigh?


Na zdjęciu nie widać za bardzo tego zeza, ale zapewniam, że jest i
rzuca się w oczy. Zez powstał dlatego, że osoba malująca oczy pacnęła
białą plamkę na źrenicy nie tam gdzie trzeba i Scarlett ma oczy
rozbiegane "na zewnątrz". Lalka ma zwyczajnie durny wyraz twarzy.

Może trochę dramatyzuję, bo lalka sama w sobie jest bardzo ładna, ale
skoro to ma być "celebrity doll", to raczej daleko jej do takiej
buziuni:








Mimo że zdjęcia powyżej przedstawiają lalki winylowe, a nie ceramiczne
myślę, że jak się baaaardzo postaram, to jestem w stanie zrobić z
mojej lalki prawdziwą Vivien Leigh.

Problem jest taki, czy się ośmielić i poprawiać Franklina? Wcześniej
dodawałam tylko jakieś pierdółki typu pasek/bransoletka, a to już by
była poważna ingerencja. Z drugiej jednak strony makijaż robiłabym na
tym co jest teraz, bez zmywania i farbkę akrylowa będzie można
spokojnie zmyć. Przede wszystkim Scarlett powinna dostać
charakterystyczne brwi Vivien, to znaczy lekko ściągnięte i jedną
uniesioną, zieloniaste oczy, ściągnięte złośliwie usteczka i ogólnie
łasicowato-słodki wyraz twarzy, a nie bezmyślny wytrzeszcz.

Myślę, ze mogłabym na próbę pomalować jej buzię na tym makijażu, co ma
i niczym go nie zabezpieczać, wrzucić zdjęcie tutaj i jeśli okaże się,
że fuj, to wszystko delikatnie zmyć. Ewentualnie można ją wysłać do
pomalowania komuś innemu, kto to zrobi "zawodowo".

Co myślicie: malować czy jednak się do niej nie zabierać?

Nadmienię, że naruszenie oryginalności lalki pod kątem kolekcjonerskim
nie będzie dla mnie specjalnym dramatem, bo zbieram okazy według
kryterium "podoba mi się i już".

Bardzo proszę o Wasze zdanie, bo naprawdę nie jestem pewna, co robić.
  • awatar porcelanowalaleczka: Jeśli trzymasz się zasady "podoba mi się i już" to śmiało zmieniaj, ja bym tak zrobiła,zresztą sama zmieniam jeśli coś mi nie gra :)
  • awatar selene13: Jeszcze nie spotkałam tej lalki podobnej do jej plakatu reklamowego. Wszystkie miały wytrzeszcz i przygłupie spojrzenie. Na pewno jej nie zaszkodzisz, możesz tylko zrobić lepiej :)
  • awatar fabulosita: Oesu, przeczytałam swój komentarz i mi ręce opadły. Sprostowanie: moim zdaniem spokojnie dasz radę, ale ponieważ miałam w swoim życiu "ahtystyczny" epizod, wiem, jak bardzo jest się wobec siebie krytycznym.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Ostatnimi czasy (i nie bez powodu!) panuje powszechny szał związany z serialem "Gra o tron" na podstawie serii powieści George'a R. R. Martina. Nie bez powodu, ponieważ cała historia jest skomplikowanym thrillerem politycznym teoretycznie dziejącym się w świecie fantasy, ale każdy człowiek nawet nie będący fanem gatunku wciąga się w ę historię i dostaje obsesji. Postacie i fabuła są na tyle skomplikowane i zaskakujące (no i autor co rusz kogoś uśmierca, co wcale nie przeszkadza mu w wykorzystaniu ich później ), że po prostu jak raz się człowiek z tym zetknie, to już na amen.

Postaram się opisać o co mi chodzi bez robienia spoilerów.

Fabuła opiera się na tym, ze kilka rodów walczy o jeden tron i to daje czytelnikowi/widzowi opcję nie dobrzy przeciwko źli, tylko kilka dobrze rozchwianych grup przeciwko sobie. I w sumie nie wiadomo, komu kibicować, poza tym ze chyba każdy nienawidzi osoby zajmującej tron obecnie. Ale do rzeczy!

Jedną z osób pretendujących do tronu jest Viserys, który z powodu pewnych rodzinnych "legend" uważa, że jest smokiem. Ma młodszą siostrę, którą traktuje gorzej niż psa, bo przecież to on jest królem itp., a ponadto ich rodzina miała skłonności do odchyłów psychicznych. Postanawia ją sprzedać (właściwie to wrobić w lukratywne małżeństwo), żeby mieć kasę na prowadzenie wojny.

Pomijając wszelkie szczegóły (bo może ktoś jeszcze nie oglądał/czytał) koniec końców to nie ta osoba miała w sobie smoka, co zakładała, poprzez małżeństwo odwróciły się pozycje i mamy silnego pretendenta do tronu - Daenerys Targaryen (jedna z fajniejszych postaci).

Wrzucam fragment z moją ulubioną sceną Daenrys kontra brachol:


W serialu Daenerys jest grana przez mało jeszcze znaną Emilię Clarke, która mimo że jest bardzo dobrze dobrana do roli, nastolatki już nie przypomina. Tworząc lalkę Dany (bo tak się skraca to imię) postanowiłam właśnie postawić na dziewczęcość i smarkaty wiek Królowej Smoków, a nie powielać cycaty wizerunek Dany, który mi zwyczajnie nie odpowiada. Jednocześnie chciałam w lalce pokazać, ze mimo tej nastoletniej jeszcze dziewczęcości i początkowego gnębienia to Dany jest babą ze stali. Nieodzowne też są smocze elementy, bo Dany to Matka Smoków.




Największym problemem w tej lalce okazały się włosy. Gdy po wielu poszukiwaniach odpowiedniego materiału (ciężko dostać białe/srebrne włosy ludzkie) zdecydowałam się na jedwabną czesankę, to okazało się, że w praktyce ta czesanka wyłazi lalce z głowy. Koniec końców pozaplatałam co się dało i wylałam litry superutrwalającego lakieru. Teraz włosy są sztywne jak karton i są takie błee, ale co zrobić.

Lalka ma całkowicie nowy, specjalnie dla Dany wykonany mold popiersia. Jest zrobiony aż do etapu "pod biustem", bo pierwotnie lalka miała być wydekoltowana, ale potem zrobiłam kolczasty kubraczek i teraz nie widać tego za bardzo. Jak się dobrze przyjrzycie, dostrzeżecie wgłębienia pod szyją, z których jestem wielce zadowolona. Ręce są te same co u Aurory, bo lalki są tych samych proporcji. Trochę mi się nie podobają jej rzęsy i chyba je przemaluję, ale to by oznaczało zrobienie od nowa całego makijażu (twarz jest już pokryta środkiem utrwalającym).

Lalka w całości z biskwitu, a smok z porcelitu. Od razu piszę, że mold smoka nie jest mój - kupiłam kiedyś surowy odlew na allegro (bo był smokiem i może kiedyś się przyda...) i teraz go powieliłam i pomalowałam tak, żeby przypominał jedno z "dzieci" Dany - Drogona. Ubranko zrobiłam z filcu, prawdziwego jedwabiu (poświęciłam bluzkę), niekrochmalonego tiulu i koraliczków. Kolce to ozdoba choinkowa z Tesco za 1,99 zł

Skoro już jesteśmy przy prawach autorskich to oświadzcam, że lalka przedstawiająca Dany jest wykonana tylko i wyłącznie na mój użytek i moją przyjemność, NIE W CELACH ZAROBKOWYCH.
  • awatar porcelanowalaleczka: Witam wystawiłam swoją Daenerys, dzięki za inspiracje :) i zapraszam do oceny :)
  • awatar sinestro: @porcelanowalaleczka: 31go jest premiera światowa, u nas na HBO dzień później.
  • awatar porcelanowalaleczka: @sinestro: fakt trzeci,moje przejęzyczenie, mój syn mówił mi,że już 31.03 ale ja słyszałam reklamę zapowiadającą na 1.04
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Jak pisałam ostatnio, obecnie "na tapecie" jest lalka, która będzie odlewem biskwitowym Aurory (http://sinestro.pinger.pl/m/17583417), tylko ucharakteryzuję ją na alter ego. Obecnie jednak zastanawiam się, czy zamiast takiego samego odlewu nie zrobić Aurorze do pary lalka.

Zrobiłam kilka projektów, które zamieszczam poniżej. Napiszcie mi proszę, które elementy do was przemawiają, a które są głupie. Podstawowy problem jest taki, że niezależnie już od płci lalki stylizacje fantasy dają możliwość zabawy konwencją, ale jednocześnie łatwo przedobrzyć z taką stylizacją.








Lalka (lub lalek) otrzyma na pewno:
- wredne spojrzenie
- szponiaste ręce
- "kosę" do łapki (już jest nawet zrobiona)
- krwiste klejnoty
- obkolczykowane uszyska
- elementy uzbrojenia, które będą udawane przez precyzyjnie powycinaną łysą dętkę od roweru, jak na obrazku poniżej:

(początki mojej zabawy z lalkami, rok ok. 2004, masa papierowa).


Bardzo chciałabym zrobić to ciałko z ciemnego biskwitu. Nie próbowałam jeszcze barwienia surowicy biskwitowej na inny kolor niż beż, który i tak ciężko uzyskać, a chciałabym mieć odlew w odcieniu czerni przechodzącej w fiolet i do tego jasne włosy. Na pewno nie będę uzyskiwała koloru buzi poprzez pomalowani farbkami, dlatego jeśli opcja sinej gęby nie wypali, lalka (lalek) będzie po prostu blady z ciemnymi włosami, czyli odwrotnie i też będzie git.

Mam sto tysięcy pomysłów na tę lalkę i sama już nie wiem, co wybrać, żeby nie wyszła mi choinka bożonarodzeniowa zamiast złowieszczej stylizacji. Zrobić długą szatę czy krótszą z kozaczkami? Dać lalce złą, acz wciąż śliczną twarz czy ją trochę poharatać (bielmo na oku, jakaś blizna)? Całą ją opancerzyć czy raczej ubrać w wyszywaną koraliczkami szatę i elementy zbroi dać tylko np. na ramionach? Iść na łatwiznę i odlać babę czy jednak zrobić do Aurory facecika? A może zrobić PARĘ?!

Uprzejmie proszę o konstruktywne wypowiedzi, bo już sama nie wiem, co wybrać...
  • awatar fabulosita: Szata dłuższa...dwa pierwsze projekty bardzo fajne, to znaczy...bardziej mi przypadły do gustu. Chyba lepiej twarz zostawić śliczną, bo bliznę to każdy elf teraz ma, twój będzie oryginalny.
  • awatar porcelanowalaleczka: Stawiam na pierwszego
  • awatar selene13: Mnie najbardziej pasuje lalek na trzecim rysunku ( portrecik), a szata z czwartego. Chociaż można by było dodać mu tu jeszcze płaszcz, ale nie zakrywający ramion.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ostrzegam, będzie masa kradzionych obrazków.


W świecie lalek zdecydowaną większość stanowią dziewczyny, bo lalek płci męskiej od zawsze produkuje się znacznie mniej (wyjątek stanowi firma Mattel, która Kenów produkuje dość dużo, a Tonner też wypuści sporo męskich lalek). Dzieje się tak dlatego, że popyt na lalki płci męskiej jest zwyczajnie za mały.

Chyba każdy zbieracz czy kolekcjoner powie, że lalka płci męskiej w zbiorze/kolekcji to rzecz zbędna. Zazwyczaj jeśli posiadamy lalka to dlatego, że ktoś nam przyniósł, że szkoda go było zostawić biednego w lumpeksie albo dostrzeżemy potencjał w wystającej z kiczowatego ubranka mordce. Dlaczego? Bo lalek zazwyczaj jest brzydki albo jest podstępnie przebraną lalką-dziewczynką. Albo jest tylko niezbyt ciekawym dodatkiem do lalki żeńskiej.

Jak już kiedyś pisałam, wzięłam na klatę wykonanie ładnego lalka. Nie spodziewałam się, ze to będzie takie trudne. Nawet nie chodzi o anatomię, ale naprawdę ciężko zrobić ładną lalkę chłopaka, z której makijażem i charakteryzacją można by stworzyć nowe postacie (nie mówię o lalkach żywicznych typu Dollfie). Poziom trudności wzrasta, gdy lalek ma być lalkiem dorosłym.

Zapał do tworzenia lalka szybko mi opadł, dlatego przekopałam google w poszukiwaniu inspiracji. Jakież było moje zdziwienie, gdy się okazało, że lalków jest na świecie cała masa i to w dodatku całkiem całkiem

Pisząc ten post chciałabym niniejszym przekonać wszystkich do lalek płci męskiej. Nigdy nie wiadomo, czy mała przeróbka ne zamieni ich w uroczego chłopczyka czy zawadiackiego pana.

Obejrzyjcie tylko!

Od pana Wrighta (tego od ogrodowych wróżek, o których pisałam kilka postów temu):



(Krzysiuuuuu!)




Miażdżące mózg woskowe wspaniałości od Crees & Coe:


(Louis z "Wywiadu z wampirem"


(Lestat z "Wywiadu z wampirem"



(upiór w operze)


Dwoje dżentelmenów od Thelmy Resch:

(Nathan, na którego uparcie poluję, bo posiadam jego narzeczoną)

(Chester lub czasami też Chesley)


Isaac od Ali Hansen:


Książęta od Franklina Minta:


(tego smutnego krórewicza posiadam osobiście, nestety w wersji zmasakrowanej przez celników... Chlip...)



Panowie od Alexandry Koukinovej:









Najpiękniejszy lalek świata od sióstr Popovy:



Staroświecki pan młody od Rona Bookera:


Faraon od Sabine Vogel:





I jeszcze trochę tych fajnych:











(White Prince by Hildegard Gunzel)





I takie co straszą po nocach:




(wogóle nie powinny powstawać lalki takie jak ta wyżej! Ale to tylko moje zdanie.)
  • awatar sinestro: @fabulosita: Chyba wiem o jakiego pana chodzi, ale imienia też nie pamiętam. Gdzieś mam kilka zdjęć w odmętach twardego dysku. A facecik mi nijak nie wychodzi :( może trzeba go na trochę odłożyć i przeczekać niemoc twórczą.
  • awatar fabulosita: Zastanawiałam się, czy pojawi się któryś lalek od takiego pana na Flickru...imienia nie pomnę, ale lalki były obficie hm...wyposażone. I bardzo się cieszę, że wzięłaś na siebie taki ciężar :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kojarzycie "Opowieści z Narnii" Lewisa? Jeśli tak, to pani jest Wam pewnie znajoma:



Mało kto wie jednak, że Biała Czarownica ma na imię Jadis, bo w filmie nikt się tak do niej nie zwrócił. Mało kto wie także, ze przed ekranizacją książki z roku 2005 z Tildą Swinton w roli Czarownicy powstał miniserial BBC (taki bardziej teatralny), w którym postacie były ucharakteryzowane na wzór ilustracji z książki:


























Ogólnie rzecz ujmując Biała Czarownica jest wersją Królowej Śniegu zaadaptowaną przez autora powieści na potrzeby fabuły, tyle że jest bardziej wredna i złośliwa.


Baśń o Królowej Śniegu jest jedną z moich ulubionych, ponadto wiadomo że czarne charaktery są the best, dlatego nie mogło się obyć bez niej wśród mojej lalkowej serii. Postanowiłam pozostać przy wersji klasycznej, czyli tej z czarnymi włosami i koroną.






Części ciała porcelitowe, włosy z karbowanego moheru, ubranko wydziubane szklanymi i akrylowymi koralikami, kołnierz wydziergany szydełkiem, korona z kleju. Lalka ma 45 cm i modlę się o jeszcze jeden opad śniegu, żebym mogła jej porobić zdjęcia w plenerze.

Kusi mnie, żeby jej dorobić wilka i wrednego krasnala.

Btw, lalka ma obie dłonie, tylko jedna się schowała w rękaw
  • awatar fabulosita: Ale oczy sa naprawdę piękne! Dobrze, że nie umiesz innych, to mangowe to może wynika z mojego ubogiego słownika, może powinno być >bajkowe<. I bardzo bym chciała, żeby mi "szybko wychodziło" coś tak pięknego jak stroje twoich lalek.
  • awatar Dominiś: oczy bardzo ładnie są namalowane, fajna interpretacja, gratuluje
  • awatar sinestro: @fabulosita: Mają takie oczy, bo innych im zrobić nie umiem :P A ubranka idą mi o dziwo bardzo szybko,a w dodatku NIGDY nie wychodzi mi to, co sobie wymyśliłam czy zaprojektowałam. Zawsze po drodze kierunek sam się zmienia i jakoś tak wychodzi, co wychodzi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Bieda zajrzała w oczy, więc wystawiam pod młotek niektóre rzeczy - Barbie, lalki porcelanowe, ciuszki, peruki i różne inne ładne pierdółki.

Link: http://allegro.pl/show_user.php?uid=7345147

Na dniach wystawię jeszcze kilka kolekcjonerskich lalek (m. in. firmy Paradise Galleries, Barbie z serii Wizard of Oz), oczy dla lalek, włosy, zestawy Barbie takich do zabawy, zestawy biżuterii (np. medaliony ze smokami w środku, kamee) i czego tam jeszcze nie chcę się wyrzec, a muszę.

Podkreślam, że lalki wystawione na aukcje nie nalezą do mojej kolekcji w ścisłym rozumieniu - trafiły do mnie samoistnie, ale nie są to trupki czy coś w tym stylu.

Nie chciałam ich wystawiać, ale muszę szybko znaleźć kosmiczne pieniądze na opłatę za egzamin zawodowy i wszystko wskazuje na to, że przyparta do muru wystawię też lalki mojego autorstwa w pełnym wykoralikowanym ubiorze.

Zapraszam do śledzenia, może komuś coś się przyda.



KAŻDY, KTO POWOŁA SIĘ NA MOJEGO BLOGA, DOSTANIE GRATIS COŚ ŁADNEGO!!!
  • awatar sinestro: @Ashoka: Fajnie, że coś Ci się może przydać :)
  • awatar sinestro: @fabulosita: Mam taki zamysł, żeby wystawić najpierw jedną (taką, którą będę mogła najłatwiej kiedyś odtworzyć identyczną, bo ja strasznie nie chcę się z nimi rozstawiać) na licytację, żeby zobaczyć czy i jakie będzie zainteresowanie, bo naprawdę trudno mi ocenić jej wartość. Bo przecież nie jestem żadną firmą, ale z drugiej strony są to pojedyńczne tworki. Następne wystawię już za kup teraz. Co do ubranek, to już nie zmienię w trakcie trwania aukcji, bo to tak jakoś nieładnie, ale życzę powodzenia. Wystawię jutro jeszcze jeden zestaw ciuszków.
  • awatar fabulosita: Sinestro, jeżeli sprzedawałbyś swoje lalki, to mogłabyś wystawić je z opcją "kup teraz"? Próbuję wygrać ciuszki, ale niestety, jest ktoś równie jak ja zdesperowany :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jest mi niezmiernie miło, ponieważ autorka jednego z moich ulubionych lalkowych blogów - tocochceszmiec.pinger.pl - wyróżniła mój blog. Przepraszam, ale niestety nie znam imienia

Zasady konkursu LIEBSTER BLOG AWARD polegają mniej więcej na tym, że nominuje się osoby o mniejszej liczbie obserwujących i podaje się im pytania, one robią to samo itd.

Osobiście nie będę się zagłębiać w tę akcję, bo musiałabym nominować wszystkich obserowanych (a mam ich trochę), a w dodatku Porcelina, której blog uwielbiałam, zrezygnowała z pisania, więc to już zupełnie nie miałoby sensu

Ale na pytania chętnie odpowiem


1.Co najbardziej cenisz u ludzi?

Najbardziej cenię sobie ludzi, którzy wyrobili w sobie rzadką umiejętność dogadywania się z innymi, którzy są niezniszczalni i nigdy się nie poddadzą. Którzy pną się w górę własnym talentem, a nie po plecach innych.

2.Twoje największe marzenie?

Może to głupie, ale ostatnimi czasy chcę być światowej sławy lalkarzem, hihihi

Mam jeszcze jedno, jeszcze bardziej nierealne: żeby zawsze wszystko było ok.

3. Twój najszczęśliwszy dzień w życiu?

Było ich kilka, ich szczęśliwość opierała się na strasznie banalnych sprawach, ale taki najszczęśliwszy będę mogła wskazać dopiero na łożu śmierci.

4.Co najbardziej lubisz robić w wolnej chwili?

Jak już mam taką chwilę, to włączam fobie jakiś lekki film, robię kakałko, chwytam igłę albo pędzel i jazda! To mój najlepszy sposób na odstresowanie się.

5.Twoja ulubiona bajka z dzieciństwa?

Moja mama powiedziałaby, że dzieciństwo to się u mnie nigdy nie kończy... Ulubionych bajek miałam masę. Smerfy, Żółwie Ninja, Mała Syrenka. Ale takimi trzema najnajnaj są do dziś: Piękna i Bestia, Anastazja i Ostatni Jednorożec.

6.Gdyby Złota Rybka spełniła Twoje trzy życzenia - co to by było ?

- żeby nikt nie musiał martwić się o zdrowie, bo na to mamy najmniejszy wpływ
- żebym nigdy nie czuła się bezradna, bo tego boję się najbardziej
- trzecie pytanie zależało by pewnie od chwili, w której bym akurat żyła

7.Ulubiona aktorka?

Każda, tylko nie Kirsten Stewart!!

8.Ulubiona książka?

Ale że co, ze jedna? Tak się nie da Mam w domu kartony książek, przeczytałam jeszcze więcej.
Zawsze będę wracała do cyklu "Dragonlance", które wciągałam w dzieciństwie nawet na lekcjach matematyki. Seria "Pieśni Lodu i Ognia" (czyli gra o tron) jest bezbłędna i tak jak Wiedźmin, wciągnie każdego, nawet jak nie jest fanem fantastyki. "Maladie" Sapkowskiego za jej zimny dramatyzm. "Ostatni Jednorożec" Petera S. Beagle, który wcale nie jest dla dzieci (mam w planach wykonanie lalki). "Co gryzie Gilberta Grape'a" i "Ptasiek", bo poruszają. "W księżycową, jasną noc" - książka o wojnie, a jednocześnie antywojenna, genialna i przerażająca jednocześnie. Mogę tak wymieniać bez końca.

9.Co jest ważniejsze miłość czy przyjaźń?

Oj, trudne pytanie. Przyjaźń, taką bezinteresowną i bez oczekiwań to mam jedną, a bezwarunkowo kochać będzie mnie zawsze mama i babcia. Na razie nie musiałam wybierać i mam nadzieję, ze nigdy nie będę do tego zmuszona.

10.Czego nie zrobiłabyś nigdy w życiu?

Raczej mało jest takich rzeczy, bo człowiek wciśnięty pod ścianę zachowuje się różnie. Nigdy nie stłukę dziecka ani zwierzęcia. Nigdy nie wyrzucę jedzenia. Nigdy nie pójdę spać przy niezakluczonych drzwiach.

11.Czego nie tolerujesz u drugiego człowieka?

Narkotyków. Zdrad, ale takich, które łatwo przychodzą i są dla sprawcy bez znaczenia. Nie cierpię wyuczonych manipulantów. Nie znoszę także jak ktoś rozmawia ze mną z założeniem, że rozmawia z idiotką (co jest bardzo popularnym zjawiskiem, bo wyglądam smarkato, a głos przez telefon brzmi jak u pięciolatki). I jeszcze jedno, chyba najbardziej u mnie stresogenne: lekceważenie. Na kłamstwo czy inne wybryki niekoniecznie zareaguję, ale jak mnie ktoś lekceważy to jestem w stanie urwać łeb.

Jeśli ktoś doczytał do końca tę paplaninę, to jest mi bardzo miło ;-)
 

 
Mold głowy tej lalki oparłam na moldzie tej prezentowanej poprzednio, czyli na moldzie nazwanym "Blue Fairy". Po prostu wzięłam jeden z mniej udanych biskwitowych odlewów popiersia Blue Fairy, dołożyłam na czubku nosa (wróżka ma lekko zadarty nosek) i przerobiłam uszka na szpiczaste. Tak powstał mold dla elfa

Włosy ma wyjątkowo sztuczne, bo miałam w domu włosy rudego koloru już naszyte na taśmę i pomyślałam, że ze wszystkiego, co mam, te będą najlepsze do stylizacji, którą sobie wymyśliłam. Na zdjęciu wyglądają ok, ale na żywo to jakiś koszmar - błyszczą się i stroszą - więc niedługo pewnie jej zmienię peruczkę na conajmniej moherową.

Sukienka ma tiulową halkę (niekrochmaloną) i tiulowy wierzch koloru rudozłotego (wykrochmalony), obszyty drucianą nitką (hinduski styl haftu ostatnio coraz bardziej mi się podoba), szklanymi koralikami i diamencikami. Łepek ozdobiłam jej miedzianymi kwiatkami pokrytymi złotym akrylem i perełkami.

Na razie wrzucam tylko dwa zdjęcia, bo chwilowo nie ma warunków pogodowych do zrobienia przeze mnie w domu ładnych zdjęć lalki od przodu, jej stroju itd., ale to nadrobię.

Nedługo zobaczycie resztę. Trochę się wstydzę je tu wrzucać, bo tak naprawdę nie wyszło mi to, co sobie wymyślałam w głowie, a lalki są konstrukcyjnie prymitywnie i boję się Waszej krytyki, jednak z drugiej strony po coś ten blog prowadzę

Obecnie tworzę alter ego Aurory - pięknego, ale złego do szpiku kości elfa o roboczym imieniu War Dancer. Takiego poharatanego, o nikczemnym spojrzeniu i szponiastych dłoniach. Koniecznie z jakimś mieczem lub czymś podobnym. No bo kto powiedział, że porcelanowe lalki muszą być tylko słodziutkie? Hihi ;-)



Do życia jest powoływany także pierwszy prototyp porcelanki o facjacie dorosłego faceta. Jednym słowem, robię wszystko, byleby się nie uczyć...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Od dziś będę Was zaśmiecać zdjęciami moich własnych lalek! Tak! Bo mam już zdjęcia!

(chwila na opanowanie histerii... ok, już mogę dalej )

Pierwsza lalka, które chcę zaprezentować, wcale nie jest pierwszą wykonaną. Jest za to jedną z największych - ma 56 cm i jedną z tych bardziej szczegółowo odlanych (bo jest z biskwitu, a nie porcelitu). Na razie jest jedynym prawidłowo odlanych egzemplarzem z tego kształtu (nazwałam go Blue Fairy), za to mam jakieś osiem główek niedorobionych i rzesze kończyn. To biskwitowe popiersie (ma biust) osadzone na wypchanym korpusie (ale takim ładnym: z talią, tyłkiem i wogóle, bardzo długo go montowałam) plus biskwitowe kończyny. póki co nie jestem w stanie zrobić dziur na oczy (główka z otworami flaczeje w piecu, a z kolei przy próbie zrobienia dziurek po wypaleniu twarz poszła w drobny mak), więc na razie ma oczka namalowane ręcznie.

Włosy ma oczywiście ludzkie, bo innych nie uznaję. Ryjek jej się świeci jak głupi, bo mazanie środkiem matującym po zrobieniu makijażu to bardzo głupi pomysł. Jeżeli ktoś zna sposób na zmatowienie buzi to będę zachwycona.

Sukienkę i gorsecik wydziubałam sama i muszę stwierdzić, ze to doskonały sposób na odstresowanie się. Problematyczne były skrzydełka, bo po wyszyciu na nich żyłek skręcały się, a prasowania nie chciałam ryzykować. W końcu spsikałam je supertrwałą pianką do włosów i przygniotłam toną gazet.

Lalka jest oczywiście inspirowana bajka o drewnianym pajacyku, niestety zrezygnowałam z charakterystycznych dla Błękitnej Wróżki niebieskich włosów, bo bym nie dostała nigdzie niebieskich ludzkich. Głównym celem przy tworzeniu tego moldu twarzy było uzyskanie takiego kształtu, żeby zależnie od wykonanego malunku buzi mogła ona mieć różne miny - w tym wypadku lalka jest zatroskana (mam nadzieję, ze to widać )







Teraz siedzę i się chichram sama do siebie


Podoba Wam się?
  • awatar nestta1985: O BOŻE !!!!!!!! Fantastyczna .Ty robisz takie cuda ????? zakochałam się w tej lalce .Jest przepiękna .
  • awatar tocochceszmiec: Jestem zachwycona Twoim dzielem - cudnie!
  • awatar sinestro: @blueberry-doll: Dziękuję Ci bardzo za informację!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

sinestro
 
dominikaplucia
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Mam już każdy model w formie prototypu z Super Sculpey i Fimo Puppen oraz w formie już odlanej lalki (biskwit lub porcelit). Te odlane zostały wystylizowane i oddane w zeszłym tygodniu mojej koleżance, która zna się na robieniu zdjęć (nie to co ja). Teraz siedzę, czekam na efekty i nie mogę wytrzymać Z jednej strony jestem przeszczęśliwa, że w końcu zrealizowałam to, co mi tak długo łaziło po głowie, ale trochę boję się/wstydzę je tutaj zamieścić. To moje pierwsze kroki w lalkarstwie i w porównaniu z egzemplarzem ze sklepu efekty pozostawiają wiele do życzenia.

Przede wszystkim nie będę nimi handlować. Jestem dosyć nieśmiałą osobą, a lalki, nad którymi pracuję to taka moja osobista forma ekspresji, która najbardziej mi leży. Większość tworków trzymam pochowane w szafie. To trochę głupie, bo zaczynam traktować te potworki osobiście, ale tak mam. Z lalkami, które kolekcjonuję jakoś tak nie mam.

Podczas procesu lepienia, odlewania, szlifowania, dmuchania itd. doszłam do wniosku, że jednak zostanę przy żywicy. Z żywicy mogę odlewać w domu, nie potrzebuję do niej pieca, jest ekonomiczna i zdecydowanie bardziej dokładna. Porcelit jest tani i nie potrzebuje nie wiadomo jakich temperatur wypalania, ale jest toporny, ciężki i mogę z niego robić tylko proste, schematyczne kształty. Ten sam model, który najpierw spróbowałam z porcelitem, w biskwicie widać już było zrobione przeze mnie szczegóły np, wgłębienie w szyi. Niestety bikwit wymaga już specjalnych warunków wypalania.

Dodatkowo z biskwitowym odlewem dzieje się jedna dziwaczna rzecz, której nikt na razie nie umiał mi wytłumaczyć: normalnie jajowata głowa podczas wypalania spłaszcza się u góry albo robi się stożek jak u ośmiornicy. Tzn. odlew albo flaczeje, albo się wzdyma. Te sflaczałe jeszcze nie są złe, bo można na głowie zrobić jakąś pokrywkę, wypchać pod peruką, no cokolwiek, ale stożkogłowej lali nikt by nie chciał.W efekcie na dwadzieścia udanych sztuk z pierwszej partii odlewów jakieś osiemdziesiąt nieudanych leży w kartonie pod stołem. Pewnie te nieudane także do czegoś wykorzystam

Pierwszą lalkę mam nadzieję zaprezentować już po weekendzie, a żeby nie było, że wpis bez obrazków, to wrzucam fotkę jednej z paskud cykniętą na szybko (przeze mnie):




Na tym zdjęciu właśnie widać to, o czym pisałam w poprzednim poście: ta cholerna buzia się świeci!



I jeszcze na koniec informacja: będę robić wyprzedaż/wymianę. Pod młotek pójdzie karton Barbie, trochę porcelanek, dużo ubranek i innych pierdół, które trzymam, bo szkoda wyrzucić. A nóż ktoś akurat czegoś z tych drobiazgów poszukuje? A ja niestety już się nie mieszczę z tym całym dobrodziejstwem w ciasnej kawalerce.

Spokojnej niedzieli Wam wszystkim!
  • awatar sinestro: @fabulosita: Tak, lalka jest moja. Niedługo mam nadzieję wrzucić już zdjęcia z lalkami w pełnej krasie. I dzięki :)
  • awatar fabulosita: Dobry wieczór! Jeszcze raz dziękuję za informacje o lalce krakowiance, będę pamiętać i spytam mamy o buciki. Lalka jest twojej roboty? Moim zdaniem jest przepiękna. Nie chowaj tworków w szufladzie, przewietrz je-naprawdę są tego warte. Podziwiam twój zapał, umiejętności i pasję.
  • awatar tocochceszmiec: SUPER!...JA JESTEM ZACHWYCONA :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Lalki, nad którymi ostatnio intensywnie pracuję, są już gotowe. W sobotę sesja (a przynajmniej jej pierwsza część), dlatego siedzę na tyłku i dokonuję ostatnich, minimalnych poprawek. Dłubię sobie, w tle lecą "Synowie Anarchii", pod ręką ciepłe kakałko i nagle zauważyłam w tych moich laluszkach jeden poważny defekt. ONE SIĘ ŚWIECĄ!


Lalek wyprodukowałam (sama nie wiem jak i kiedy) dwadzieścia dwie, z czego osiem dzięki życzliwości pracowników pewnej ASP mogłam zrobić z biskwitu. Pozostałe musiały być z porcelitu, ponieważ piec do którego mam dostęp nie ma odpowiednich warunków termicznych do wypalenia biskwitu. Wracając do problemu, lalki z biskwitowymi buziami, mimo iż nigdy nie były szkliwione ani nic, zwyczajnie się błyszczą. Boję się, że to może być problem przy robieniu zdjęć z udziałem lamp.

Moje pytanie brzmi: czy ktoś kiedyś spotkał się z substancją matującą (nie matową, a matującą)? Myślałam o lakierze mat, ale boję się przeciągać pędzlem po makijażach, bo na bank się rozmażą. Brałam pod uwagę też specyfiki do decoupage, ale nigdy nie miałam z nimi styczności. Jeśli ktoś już próbował coś zmatowywać (zmatawiać? ), to bardzo proszę o iformację!




Btw nie mogę się doczekać soboty. Jestem podjarana jak kot w wiadrze śmietany. Prototypów wyszło sporo, aczkolwiek większość występuje parami. Po prostu miałam dużo pomysłów na jeden raz (szczególnie po seansie "Hobbita" i zrobiłam kilka modeli podstawowych, które potem modyfikowałam na potrzeby danej stylizacji.


Obawiam się, że za jednym posiedzeniem nie zdążymy obfotografować wszystkiego, więc na początek przed obiektyw pójdą te długouche, rogate i wytatuowane



Tytułem offtopu jeszcze zdjęcie małego Bilba, którego zrobiłam z masy papierowej w 2006 roku, a odnalazłam w Święta w odmętach piwnicy. Jest nieforemny, okropny i ma zeza, ale żal mi go wywalić, bo był jednym z pierwszych
  • awatar Moje lalki, moje życie!: Niestety nie mam pojęcia co możesz zrobić, żeby przymatowić lalki... 'Stworek' ze zdjęć jest bardzo sympatyczny ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›